Czterokrotny mistrz świata z Ostrowa wchodzi do kadry Polski w nowej roli

Czterokrotny mistrz świata z Ostrowa wchodzi do kadry Polski w nowej roli

Na macie kończy się pewna epoka, ale Michał Grzesiak nie schodzi ze sceny ani na krok. Ostrowski kickbokser, który cztery razy sięgał po tytuł mistrza świata, zamyka sportową karierę na własnych zasadach i od razu wchodzi w kolejny rozdział. Zostaje przy Respect Team Ostrów, a równocześnie dołącza do reprezentacji Polski jako asystent trenera kadry w formule kick-light. To zmiana, która mówi wiele nie tylko o nim samym, ale też o drodze, jaką przeszedł zawodnik z Ostrowa Wielkopolskiego.

  • Sportowa kariera skończyła się w najlepszym możliwym momencie
  • Z sali w Ostrowie do reprezentacji Polski prowadziła go długa droga
  • Teraz ma uczyć innych tego, czego sam nauczył się najtrudniej

Sportowa kariera skończyła się w najlepszym możliwym momencie

Grzesiak należy do grona najbardziej utytułowanych polskich kickbokserów. Ma na koncie cztery złote medale mistrzostw świata w kickboxingu w formule kick-light w kategorii do 94 kg, trzy tytuły mistrza Europy, zwycięstwa w Pucharze Świata i serię dziesięciu mistrzostw Polski zdobywanych rok po roku. W sporcie, w którym bardzo łatwo przegapić właściwy moment na odejście, zdecydował się zrobić to wtedy, gdy nadal był na szczycie.

Sam podkreśla, że nie chciał przeciągać wszystkiego w nieskończoność. Powiedział wprost:

„Zakończyłem karierę sportową na swoich zasadach”.

To ważne także dlatego, że decyzja nie przyszła z rezygnacji, lecz z poczucia domknięcia pewnego etapu. Zawodnik z Ostrowa Wielkopolskiego osiągnął już to, co planował, a jednocześnie chce teraz poświęcić więcej uwagi klubowi, który przez ostatni czas musiał ustępować miejsca startom i przygotowaniom do walk. Dla środowiska sportowego to sygnał, że doświadczenie nie znika wraz z odejściem z ringu – ono po prostu zmienia adres.

Z sali w Ostrowie do reprezentacji Polski prowadziła go długa droga

Początki wcale nie zapowiadały takiej kariery. Grzesiak opowiada, że na pierwszy trening poszedł właściwie pod naciskiem kolegi, a sam długo bronił się przed kickboxingiem. Dopiero na sali okazało się, że kopnięcia przychodzą mu naturalnie, a trener Piotr Frencl potrafił utrzymać go w rytmie regularnych zajęć. Od tamtej pory, jak wspomina, nie zdarzało mu się opuszczać treningu nawet w czasie choroby.

Zanim w pełni oddał się kickboxingowi, marzył też o piłce nożnej. Grał w szkolnych drużynach i występował w B klasie, jak wielu chłopaków z osiedla. Jednak ring szybko wygrał z boiskiem. Właśnie ta dyscyplina wciągnęła go na tyle mocno, że reszta planów zeszła na dalszy plan.

Droga na światowy poziom nie była prosta, zwłaszcza że mowa o zawodniku z mniejszego miasta. Na początku łączył starty amatorskie z walkami zawodowymi, często poza granicami kraju – między innymi w Estonii, na Słowacji i w Czechach. Później trafił do trenera Tomka Sroki, który wprowadził go do środowiska Polskiego Związku Kickboxingu. Tam tempo było już inne, a poziom wysoki od pierwszych treningów.

Właśnie wtedy – jak przyznaje – przyszły też pierwsze prawdziwe lekcje. Nie tylko zwycięstwa, lecz również porażki z bardziej doświadczonymi rywalami. Zawodnik musiał nauczyć się cierpliwości, odporności i tego, że światowy sukces nie przychodzi z dnia na dzień.

Teraz ma uczyć innych tego, czego sam nauczył się najtrudniej

Nowa rola Grzesiaka nie jest przypadkowa. Propozycja pracy jako asystent trenera reprezentacji Polski w kickboxingu w formule kick-light mocno wpłynęła na decyzję o zakończeniu startów. To dla niego nie tylko wyróżnienie, ale też szansa, by zostać w sporcie od strony, która od dawna była mu bliska.

Mówi otwarcie, że chce teraz spełniać się jako trener i pomagać młodszym zawodnikom w realizowaniu marzeń. W jego słowach najczęściej wracają trzy pojęcia – pokora, szacunek i ciężka praca. To właśnie one, jak podkreśla, ukształtowały go najmocniej. Z kickboxingu wyniósł też odporność na stres, umiejętność panowania nad emocjami i nawyk nieodpuszczania wtedy, gdy sprawy nie idą po myśli.

Najmocniej pamięta swoje pierwsze ważne chwile na macie. Debiutował w mistrzostwach Polski OYAMA Full-contact w Koninie – najpierw wygrał walkę punktami, a potem przegrał z ówczesnym mistrzem kraju. Stres był ogromny, ale to właśnie tam pojawiło się uczucie, które później wracało w kolejnych startach: duma, euforia i szacunek do przeciwnika. Pierwszy brązowy medal okazał się dla niego początkiem prawdziwego uzależnienia od sportu.

Dziś najważniejsze marzenia ma już inne niż na starcie kariery. Chce zostać zapamiętany nie tylko jako świetny zawodnik, lecz także jako trener, który potrafi przekazać dalej to, co sam budował przez lata. A jeśli ktoś pyta go o rady dla młodych, odpowiada bez wahania – bez skrótów, bez szukania łatwiejszej drogi, za to z konsekwencją i codzienną pracą.

na podstawie: UM Ostrów Wielkopolski.